28 stron przeczytałem potrzebując na to około półtorej godziny. Tradycyjne towarzystwo telewizora było lekką przeszkodą ale cóż… życie w rodzinie wymaga kompromisów.
28 stron spadającej z mojego piedestał książki Cejrowskiego. 28 stron o motylach, sposobach ich łapania przy pomocy moczu, za duże pieniądze oraz o panamerykańskiej autostradzie nie-łączącej Ameryki Południowej z Ameryką Północną.
28 stron mam – wrażenie – agonii pisarskiej. Z nieznanego mi powodu książka opisująca inność świata Amazonii zmieniła się w książkę opisującą “gorszość” mojej ojczyzny, narodu i społeczeństwa. Celowo piszę “gorszość”, bo od mniej więcej 150 strony tej książki trudno znaleźć mi coś, co zachwala Indian, przyrodę czy obyczaje Amazonii. Nad wyraz łatwo jest mi natomiast znaleźć – zwłaszcza w przypisach – opisy “gorszości” Polski.