Tytuł: Tuan
Autor: Cizia Zykë
Wydawnictwo: Reporter AO & Cizia Zykë
Przekład: Agnieszka Kühnl-Kinel
ISBN-10: 978-83-925934-0-9
Na pewno nie jest to powieść. Przypomina to raczej Frankensteina… sztucznie pozszywaną mieszankę szkiców. Szkiców o ludziach postawionych w skrajnych sytuacjach. O ludziach pozbawionych skrupułów.
Autor chyba próbował pochylić się nad problemem ludzkiej degrengolady sytuując swoich bohaterów w sytuacji ofiar, oprawcy (oczywiście działającego w imię sprawiedliwej zemsty) i bezradnego przedmiotu zbiegu okoliczności. Według autora człowiek bez względu na to kim jest zachowuje się zawsze tak samo: jedni wariują, inni się narkotyzują, jeszcze inni popełniają samobójstwa i tylko najtwardsi przeżywają ale dlaczego… nie wiadomo, pewnie dlatego, że są najtwardsi.
Dla mnie za dużo tam było jedynych prawd wyznawanych w zależności od epizodu i jedynych słusznych postępowań. To co mnie szczególnie denerwowało to powszechne błędy niekonsekwencji wynikającej chyba z niechlujstwa. Jeden z bohaterów raz był synem kapitana a kiedy indziej synem kaprala. Bohaterka znowuż raz pochodziła ze Szwajcarii a raz ze Szwecji. Kobieta, która na początku rozdziału jest przedstawiona jako wielka miłość bohatera, na końcu książki zupełnie wychodzi z tych relacji i jest przez głównego bohatera traktowana jako zwykła ladacznica. Na początku książki narrator miał “jedynego prawdziwego przyjaciela” ale kiedy pomysł na niego skończył się autorowi natychmiast doprodukował drugiego i trzeciego.
Szczególnie opisy wyczynów seksualnych bohaterów są haniebne, godne scenariusza najgorszej klasy filmów porno bez celu i zasadności. Ot tak po prostu, aby umieścić ten akt w podłym i niegodnym kontekście.
Mniej więcej w połowie lektury, zaczęła mnie ona po prostu męczyć. Sztucznie pozszywane kawałki zbyt łatwo się rozchodziły i za bardzo nie pasowały do siebie. Język mało wdzięczny - w porównaniu do poprzednich dzieł autora. A dużo szkoda bo liczyłem na przygodę z powieścią awanturniczą naszych czasów.
Wydanie standardowe choć z dużym drukiem i na białym papierze. Karteczki klejone do tekturki… tanio i skutecznie.
Największy problem ma z oceną tłumaczenia. Nie wiem czy ci kapitanowie degradowani do kapralów lub Szwajcarka ze Szwecji to jest błąd tłumacza czy błąd autora. To co jestem w stanie stwierdzić to fakt, iż mało pracy edytorskiej poświęcono tej książce. Potwierdzają to ostatnie karty tej książki gdzie spotkać można zdania, które w języku polskim nic nie znaczą.