Tytuł: Gangi Ameryki. Współczesne korporacje a demokracja
Autor: Ted Nance
Przekład: Lech Niedzielski
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie “Muza S.A.”
ISBN: 83-7319-549-1
Seria: Spectrum
Właściwie to ta książka powinna być wydana w dwóch wersjach; pełnej i skróconej. Pełna wersja powinna zawierać to co zawiera egzemplarz, który ja przeczytałem. Przeznaczyłbym ją na rynek amerykański. Natomiast wersja uproszczona powinna być przeznaczona na świat.
Historia prawa, zawiłości mechanizmu precedensowego oraz system konstytucyjny Stanów Zjednoczonych na takim poziomie szczegółowości jak to prezentuje autor może być interesujący dla wykształconych amerykanów oraz przedstawicieli nauk politycznych lub socjologii ale nie dla przeciętnego czytelnika zainteresowanego po prostu korporacjami.
Nie jest to książka o korporacji… jest to książka o wpływie korporacji na władzę. W jaki sposób korporacje dochodziły do władzy oraz dlaczego dzierżą władzę w amerykańskim systemie politycznym. Czytelnik jest prowadzony poprzez historyczne szczegóły od narodziny Stanów Zjednoczonych aż do dnia dzisiejszego.
Główną teza mówi o tym, iż Stany Zjednoczone jako kraj powstały na fali sprzeciwu skierowanego przeciw związkom korporacyjno-podobnym. W początkowej fazie system polityczny i prawny rozwijany był w tym kierunku aż do połowy XIX wieku, kiedy to dzięki prawnym sztuczkom sędziów Sądu Najwyższego USA związanych z dużymi firmami, korporacje przestały być zwykłymi przedsiębiorstwami a stały się bytami o takich samych prerogatywach jak ludzie. Ukoronowaniem tego było oficjalne nadanie korporacjom ochrony gwarantowanej przez XIV poprawkę do Konstytucji Amerykańskiej mówiącej o tym, że “Wszystkie osoby urodzone i naturalizowane w Stanach Zjednoczonych i tym samym podlegające ich jurysdykcji są obywatelami Stanów Zjednoczonych i stanu w którym mieszkają.”* W ten sposób korporacja stała się osobą taką samą jak autor książki lub czytelnik.
Korporacja nie jest w książce rozumiana jako transnarodowe przedsiębiorstwo ale jako forma spółki gospodarczej… coś na kształt naszych “sp. z o.o.” lub “S.A.”.** Tym bardziej szokujące jest dla czytelnika wychowanego w klasycznej kulturze prawej, że jakakolwiek forma bytu prawnego może być potraktowana przez to prawo jako osoba fizyczna. Od tego punktu zwrotnego, dalsza część książki opisuje dramatyczne konsekwencje takiego posunięcia prawnego.
Korporacja jako byt, istota nie istnieje. Istnieją ludzie którzy nią sterują. Ale Ci ludzie w razie przykrych konsekwencji nie są pociągani do odpowiedzialności, gdyż odpowiedzialna jest korporacja - jako istota ludzka. Czyż to nie jest wspaniały układ!? Jeśli do tego dodamy fakt, że duże korporacje posiadają ogromny potencjał finansowy oraz że władza lubi pieniądz a pieniądz lubi władzę… W ten sposób powstaje władza zombie. Władza de facto dzierżona przez pozbawione odpowiedzialności byty nastawione wyłącznie na własne przetrwanie i rozwój. Władza wcale nie wybierana w wyborach przez ludzi ale władza kupowana za pieniądze. Władza która wcale nie jest władzą “[...] narodu, przez naród i dla narodu“
Książkę kończy kilka casusów korporacyjnych dni współczesnych oraz dramatyczna wizja przyszłości sterowanej i kontrolowanej przez korporacje. Na koniec autor stwierdza “Książka ta zwdzięcza swoje istnienie komputerowi wyprodukowanemu przez korporację Toshiba, programowi pochodzącemu od korporacji Microsoft and Google, Inc., elektryczności dostarczonej przez Pacific Gas & Electric Company i kawie palonej przez Peet’s Coffee & Tea, Inc. Pomocne też były pewne istoty ludzkie.”***
Chociaż wydawało mi się, że nie mam złudzeń co do sposobów działania wielkich przedsiębiorstw, książka ta pozostawiła ślad na moim sposobie postrzegania tych bytów. Czasami mnie przerażała a czasami po prostu autorowi zdarzało się przesadzić ale per saldo mój sposób postrzegania tych zjawisk zmienił się…
Mogę się tylko domyślać jak heroiczną walkę musiał stoczyć autor przekładu, wędrując od prawniczego żargonu do świata pojęć socjologicznych czy wręcz technicznych. Jednak heroizm przyniósł swoje owoce… W mojej opinii przekład jest bardzo dobry.
Co do pracy wydawniczej i edytorskiej to generalnie nie jest źle - jeśli “nieźle” jest definiowane jako nieodbieganie od normy. Tekturowa, miękka okładka, żółty papier ze średniej wielkości drukiem nie ułatwia czytania ale nie czyni go też trudnym. Pomimo swoich rozmiarów (416 stron), książka jest dobrze sklejona i nie rozpada się… przynajmniej mój egzemplarz się nie rozpadł. Ale nie jest też za sztywna co umożliwia wygodne czytanie.
Książkę polecam wszystkim tym, których zainteresowały przypadki Enronu czy WorldComu. Ale także wszystkim tym, którzy chcą otworzyć nieco szerzej oczy na świat wielkich interesów, z którego ucieczka staje coraz mniej możliwa… po woli wszyscy stajemy się towarem… ale też wszyscy towary kupujemy.
* przekład L. Niedzielski, cytowane za Ted Nance, Gangi Ameryki…
** na przykład organizacja Ku Klux Klan działała w formie korporacji - Ku Klux Klan Inc.
*** pisownia oryginalna